środa, 29 listopada 2006
pro-choice 2006
Poznańska księgarnia Bookarest, wrocławska księgarnia naukowa Kapitałka, i
wydawnictwo Ha!art zapraszają na spotkanie z Marta Dzido autorką książki Ślad po mamie


Włącz się do dyskusji na temat, który wzbudza tak wiele kontrowersji - aborcja...
Wolny wybór kobiety?

Spotkanie w Poznaniu obędzie się 4 grudnia (poniedziałek), godz. 19:00,
Księgarnia Bookarest, Stary Browar, Dziedziniec Sztuki
Ul. Półwiejska 42
22:37, tatyana_simone , culture
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 listopada 2006
chciałam wiedzieć...
i tak się właśnie okazało, że 'problem' ma imię...
20:52, tatyana_simone , żyzn'
Link Komentarze (1) »
sobota, 18 listopada 2006
.::waryatka::.


tak... a bazylov czeka na mnie w łóżku ;/
tylko dlaczego on???
00:44, tatyana_simone , żyzn'
Link Komentarze (2) »
środa, 15 listopada 2006
bez ładu i składu: cukier w kostkach
Dni mijają, egzamin z Dziejów się zbliża wielkimi krokami…już nawet nie drepcze…toż to sprinter jakiś … A ja od 2 dni siedzę na festiwalu filmowym helsińskiej fundacji praw człowieka…
Bom
ja tati… a tati jak zwykle ma swoje własne zainteresowania, które nijak mają się do szkoły i obowiązków jej towarzyszących :) także wzbogacam swoją wiedze informacjami o Czeczenii, o kobietach w Islamie.. o wszystkim…gdzieś tam po cichutku wieczorem leci jeszcze zemfira , Bazylov leży odłogiem …ludzie panikują … a ja mam czas. Po nocach śni mi się tekst o aborcji w Rosji…całymi płatami...zapisuje… Moi znajomi licealni wiedzą, że nic się nie zmieniło. Nadal jestem ta samą tati, która robi wszystko tylko nie to, co powinna w danej chwili. Jak kiedyś ratowałam się w ostatniej chwili przed egzaminami wspominać nie będę gdyż to nielegalne jest:P i może nie ma się czym chwalić ... młodzieży nie deprawować, ludzi z roku nie załamywać.. bo nie dość, że feministka to jeszcze i takie straszności …
no , ale pomagało … oj pomagało nie będę zaprzeczała i obłudnie kłamała ... teraz jakoś wole jednak nie experymentowac.. bo to i wiek nie ten, i szaleństwo nie takie…
16:29, tatyana_simone , żyzn'
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 listopada 2006
Meksyk: Rada miejska stolicy zalegalizowała związki homoseksualne
Kontrolowana przez lewicę rada miejska stolicy Meksyku - miasta Meksyk - zalegalizowała w czwartek, po raz pierwszy w historii Meksyku, zawieranie cywilnych związków homoseksualnych.

Na mocy tej decyzji, podjętej stosunkiem głosów 43:17, pary homoseksualne będą miały prawo do korzystania z rozmaitych form pomocy społecznej i równocześnie będą musiały wziąć na siebie obowiązki podobne do tych, jakie spoczywają na małżeństwach heteroseksualnych.

Decyzja nie oznacza przyznania parom homoseksualnym prawa do zawierania małżeństw. Będą jednak mogły oficjalnie rejestrować swe związki i np. korzystać z praw spadkowych i emerytalnych.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
i wyprzedziła nas Ameryka Łacińska :)
sobota, 11 listopada 2006
narodnaja le... rossiji ;)

На холодной земле стоит город большой.
Там горят фонари, и машины гудят.
А над городом ночь, а над ночью луна,
И сегодня луна каплей крови красна.

Дом стоит, свет горит,
Из окна видна даль.
Так откуда взялась печаль?
И, вроде, жив и здоров,
И, вроде, жить не тужить.
Так откуда взялась печаль?

А вокруг благодать - ни черта не видать,
А вокруг красота - не видать ни черта.
И все кричат: "Ура!", и все бегут вперед,
И над этим всем новый день встает.

Дом стоит, свет горит,
Из окна видна даль.
Так откуда взялась печаль?
И, вроде, жив и здоров,
И, вроде, жить не тужить.
Так откуда взялась печаль?
Дом стоит, свет горит,
Из окна видна даль.
Так откуда взялась печаль?
И, вроде, жив и здоров,
И, вроде, жить не тужить.
Так откуда взялась печаль?


zemfira 'pechal'

od wczoraj ,kiedy to odkryłam to nagranie na youtube- mam orgazm ;)
18:27, tatyana_simone , Vsja Maja Lubov
Link Komentarze (3) »
Prawo przeciw kobietom
Kobiety mają rodzić i wychowywać dzieci z chorobami genetycznymi - poseł Kotlinowski zniesie to po męsku. Kobiety mają rodzić, gdy zagraża to ich życiu i zdrowiu - cóż, nie będzie to łatwe, ale poseł Wierzejski wytrzyma i to

"Na galerii staje grupa osób ze skrzyżowanymi ramionami i zaciśniętymi pięściami" - ten nieco melodramatyczny opis gestu "no pasaran" w wykonaniu grupy kobiet można przeczytać w stenogramie z posiedzenia Sejmu z 26 października 2006. A dalej było tak:

Marszałek: Proszę o zabranie głosu pana posła Wojciecha Wierzejskiego, który przedstawi stanowisko Ligi Polskich Rodzin.

Poseł Wojciech Wierzejski: długa wypowiedź o konieczności wprowadzenia do konstytucji zapisu o ochronie życia od poczęcia.

Marszałek: Dziękuję bardzo. Panie pośle...

(Głosy z galerii: "Faszysta!")

Marszałek: Proszę o spokój. Ja, proszę panów ze straży marszałkowskiej, sam zwrócę uwagę. Panowie ze straży, proszę o spokój, a panie proszę o spokój na galerii.

Straż spokojnie wyprowadziła grupę z sali sejmowej. Uczestniczki zajścia otrzymały zakaz wstępu do Sejmu.

W prasie potraktowano całe zdarzenie zdawkowo, z pewnym niesmakiem - ot, kolejna niepotrzebna awantura na "temat zastępczy" przerwana absurdalnym krzykiem. "Gazeta Wyborcza" podała na dziewiątej stronie, że to krzyczały "zwolenniczki aborcji". Krótko mówiąc, kolejna scenka z aborcyjnego kabaretu. Patrzcie państwo, oto mamy dwie skrajności - LPR i feministki. Na prawo nacjonaliści krzyczą: "Rodzić!". Na lewo zwolenniczki krwawych jatek wyją: "Usuwać!". A pośrodku zdezorientowana niewiasta. Temu wszystkiemu przygląda się dziennikarz, który w temacie aborcji ma jasność. On wie, że LPR się wygłupia, bo idą wybory. Wie, że obecna ustawa to kompromis, że aborcja jest złem i że te wariatki feministki, co krzyczą z galerii, to "zwolenniczki" aborcji. Wie też, że na galerii powinien panować spokój. Tak? Niezupełnie tak. A raczej zupełnie nie tak.

Nie ma "kompromisu"
Po pierwsze: nie jesteśmy "zwolenniczkami aborcji". Jeśli takowe istnieją, to pewnie mają dziś fantastyczne humory. Podziemie działa sprawnie, zabiegów dokonuje się od 80 tys. do 200 tys. rocznie, a przy braku edukacji seksualnej, ograniczonej dostępności antykoncepcji ich liczba nie zmaleje. Wirtualne zwolenniczki aborcji wznoszą zapewne toasty i śpiewają skoczne piosenki. My zaś jesteśmy zwolenniczkami PRAWA DO ABORCJI i LIBERALIZACJI OBECNEJ USTAWY. I wcale nam nie do śmiechu.

A już całkiem nie do śmiechu kobietom, którym nikt nie zafunduje "głupiego Jasia". Dostępność aborcji to dziś kwestia zasobności: wolność wyboru dotyczy ok. 20 proc. kobiet (tych, które zarabiają miesięcznie więcej niż 3 tys., stawka za zabieg waha się od 1,5 tys. do 4 tys.). 60 proc. Polek musiałoby poświęcić na zabieg od dwóch do sześciu pensji miesięcznych (dane za: www.wynagrodzenia.pl).

Po drugie: „kompromis”. Otóż obecna, niezwykle restrykcyjna ustawa nie jest żadnym kompromisem. Jest narzuconym przez prawicę status quo, za który płacą zdrowiem i upokorzeniami tysiące polskich kobiet. Na ten niby-kompromis centrum i lewica godziły się latami. Przed referendum unijnym debaty o skutkach obowiązującej ustawy unikano, by nie drażnić Kościoła i nie tracić jego poparcia dla wejścia do UE a potem? No cóż, pewnie z przyzwyczajenia. Może czas, by o „kompromisie” zadecydowali obywatele? Za całkowitym zakazem opowiada się dziś 10 proc. Polaków, 57 proc. uważa, że kobieta powinna mieć prawo do decydowania o losach ciąży w pierwszych tygodniach jej trwania (CBOS, styczeń 2005). Kobiety, które krzyknęły „faszysta” z galerii Sejmu, krzyczały w imieniu tej cichej, anonimowej większości. Powiedziałybyśmy więcej, gdyby nas dopuszczono do głosu.

Po trzecie: Liga i jej przedwyborcze popisy. Otóż Ligę należy dziś traktować ze śmiertelną powagą. Niedawni radykałowie występują teraz w roli zdrowego trzonu narodu: "Postępujemy w imię przezorności, w imię odpowiedzialności za przyszłość" - powiada skromnie Wierzejski. Liga ma dziś realną władzę. Płynie ona nie z poparcia społecznego, lecz z kalkulacji braci Kaczyńskich i z genialnego odkrycia, że istnieją trzy słowa, którymi można dziś skutecznie zaszantażować niemal cały parlament i znaczną część opinii publicznej. Te słowa to: Jan, Paweł i Drugi. "Jestem przekonany, ufam, że wszyscy posłowie niezależnie od światopoglądu czy przynależności partyjnej odpowiedzą na apel Papieża Polaka i poprą nowelizację" - z takim oto szantażem moralnym zwraca się do Sejmu RP Marek Kotlinowski, dziś już sędzia Trybunału Konstytucyjnego. I trudno mu się dziwić - skoro szantaż w znacznym stopniu działa. Abrakadabra, padło zaklęcie, a kto wierzy w świeckie państwo, ten jest cielęciem.

Słodkie groźby prawicy
Wpisując "życie poczęte" do konstytucji, LPR chce uczynić z Polski ostoję "wartości", która świecić będzie przykładem wobec reszty Europy, gdzie stosunek do życia jest naganny. Jesteśmy w UE, trudno, stało się. Ale niech Polska zaznaczy swoją odrębność, wpisując do konstytucji zapis oznaczając całkowity zakaz aborcji i całkowite milczenie na ten temat. Bo Polki są inne niż Europejki. Polki będą rodzić dzieci poczęte w wyniku gwałtu. Będą rodzić dzieci głęboko upośledzone. Będą rodzić nawet wówczas, gdy urodzenie stanowi zagrożenie życia. Będą rodzić i milczeć. Na galerii zapanuje spokój.

Sejmowa debata z 26 września nie była debatą na "temat zastępczy" czy tylko przedwyborczym "rozrabiactwem" chłopców z LPR. Tu się stało coś ważnego. To była próba ostatecznego wypisania Polski z cywilizowanego świata, z rodziny państw szanujących prawa człowieka wobec kobiet.

Nie dziwi nas tok LPR-owskiego myślenia o aborcji. Mówią to od lat. Zastanawia nas gotowość polityków innych partii do porozumiewania się językiem skrajnej prawicy, gotowość mediów do traktowania tego języka na równi z innymi. Wsłuchajmy się w ten język. Jest pełen słodyczy, a przecież podszyty groźbą: "I chciałabym powiedzieć jednoznacznie, że zawsze, jeżeli znajdzie się obok kobiety jakakolwiek pomocna dłoń, podejmie ona właściwą decyzję, której nigdy nie będzie żałować, urodzi własne dziecko" - to słowa Beaty Kempy, sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. Zawsze? A jeśli jednak nie zawsze? Czy wtedy pomocna dłoń prawicowca zamieni się w pięść?

"Odpowiadam przy okazji na pytania, co zrobić wtedy, gdy dziecko jest poczęte z gwałtu. Jeżeli nieco zmienimy świadomość społeczną, pokażemy, czym jest piękno macierzyństwa i czym jest życie, to być może nie będzie w sercu tych kobiet pokusy, aby to dziecko - powiedzmy to po męsku - zabić. Być może jeżeli ta kobieta dostanie pomoc psychologa " - to znowu poseł Marek Kotlinowski. A jeśli świadomość ofiary gwałtu okaże się oporna? Jeśli nie wczuje się w uroki macierzyństwa, nie zechce "pomocy" prawicowego psychologa? Czy i tak tę "pomoc" dostanie? Niech pan odpowie, tylko koniecznie po męsku, panie pośle.

Za hasłem "kultura życia", na które tak chętnie powołuje się prawica, kryje się system wartości, w którym nie istnieją życie, zdrowie, nie mówiąc już o podmiotowości kobiety. Albo inaczej - istnieją o tyle, o ile można je poświęcić w imię wartości wyższych.

dalej czytaj tu : strona 2 strona 3

.::Gazeta Wyborcza::.
wtorek, 07 listopada 2006
w tobie moja przyszłość- nie... właściwa


00:40, tatyana_simone , safo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 listopada 2006
warszawa
wróciłam z wawy. piątek był meczący, ale rewolucyjny. najpierw Publiczne Wysłuchanie w sprawie zakazu aborcji. Kobiety mają głos – Piekło Kobiet na zielnej. historie kobiet, które dokonały aborcji przedstawiły kasia figura, maria seweryn i jeszcze jedna aktorka, której nazwiska niestety nie zdołałam zapamiętać :( wśród historii była tez opowieść whoopi goldberg. później odbył sie lunch (na dole- w restauracji k. figury).smaczny zresztą bardzo;) i powróciłyśmy do dyskusji. konferencja z udziałem kasi bratkowskiej , kazi szczuki, hani samson, wandy nowickiej , agnieszki graff choc przebiegła sprawnie nie obyła się bez malych sprzeczek, ale przecież wiemy jak silne osobowości zasiadły za stołem:) za najważniejsze wydarzenie uważam coming out aborcyjny znanych kobiet...przerwanie tej okropnej farsy, samonakrecajacego się tabu. wanda, kazia, marta dzido(poprzez swoja książkę) przyznały sie do zabiegu aborcji!!!! przełamując tym samym narodową zmowę milczenia....wyraziły tez nadzieje, ze za ich przykładem pójdą inne znane kobiety (niestety akcja w 'wysokich obcasach' , gdzie znane polki miały przyznawać sie do aborcji nie wypaliła... może jeszcze jest za wczesanie na to co stało sie we francji i w niemczech w 1971 roku? czyżbyśmy nie były gotowe??? ) o swoich 'przygodach' ze służba zdrowia opowiedziały tez zwyczajne kobiety. ich opowieści były przerażające. pokazywały , ze nawet w 3 przypadkach(gwałt, uszkodzenie płodu, zagrożenie życia kobiety) kiedy to kobieta MA PRAWO do zabiegu lekarze nic sobie z tego nie robią...i bojąc sie posądzeń o wykonanie aborcji ignorują kobietę doprowadzając ja często do śmierci lub kalectwa.


prawica martwi się tylko o ‘dziecko’ od poczęcia do narodzin. później ma gdzieś co się z nim stanie. kiedy już zmusi kobietę do porodu… odchodzi zadowolona …czy dziecko umrze z głodu? Czy zginie w beczce…czy trafi do domu dziecka… kogo to obchodzi…ważne, że płód został ocalony !!!!


później gender w samorządzie w BUWie : czyli istny kabaret w wykonaniu członka Unii Polityki Realnej (nazwisko nieistotne!!!!)… uśmiałymy się strasznie…
kasia bratkowska wypadła za to bardzo dobrze pomimo zmęczenia ( dziołcha w końcu rabowała przy marszu od kilku tygodni!!!!) agnieszka grzybek tez zresztą zła nie była;)
Ale pan z upr-u i tak wymiatał. szczególnie podobała mi się jego definicja gender mainstreaming… cuuuudowny ;p nie będę przytaczała dla dobra wszystkich:P


sobotni marsz oceniam jako udany. revolucja trwa… i pomimo kaziowego zwątpienia i lekkiej załamki 13letnią walką ruchu feministycznego wierze, że uda się w końcu osiągnąć cel :czyli zalegalizować aborcje . pogoda jak zwykle dała nam popalić…padał śnieg, wiało i było piekielnie zimno…ale brachu z platformy dawała czadu i rozgrzewała do walki …a i lejdi.alma poszła siostrę wspomóc. górnicy również wykonali kawał dobrej roboty plakatując miasto przez kilka nocy z rzędu … nie było tłumów ,ale jak to powiedziała ktosia : pomnóżcie sobie liczbę ludzi przez ładną pogodę a wtedy będziecie wiedzieć ile nas jest !!!!

viva la revolution

mam nadzieje, że o niczym nie zapomniałam :)
niedziela, 05 listopada 2006
marta dzido 'dziewczynka'
Jest rok 1956. Upalne lato. W przychodni pod gabinetem ginekologicznym siedzą dwie kobiety. Jedna z nich, młodziutka, właściwie dziewczynka - bo nikt nie dałby jej dwudziestu sześciu lat, które ma, najwyżej siedemnaście- umówiona jest na zabieg. Chce dokonać aborcji. Ma dwójkę małych dzieci, chorego na gruźlicę męża, nie ma pracy ani środków do życia.
Druga kobieta- starsza, zadbana i elegancka- jest bezpłodna, przychodzi jednak do lekarza, z nadzieją, że to pomoże..
Zaczynają rozmawiać.
Ta, która czeka na zabieg, mówi, że nie może mieć trzeciego dziecka, że nie da rady, że umiera jej mąż, że już nie ma siły i że…
Ta, która dzieci mieć nie może mówi:- niech pani urodzi, ja od pani to dziecko wezmę, wychowam i pokocham…
Nie, tak nie można - mówi ta, która chce usunąć.
Zapłacę pani - nalega ta druga.
Nie ma mowy…
Ale ja naprawdę zapłacę. Dużo…- i wyciąga z torebki portfel, a z niego plik banknotów – proszę, niech pani weźmie, niech pani bierze i się zastanowi, dobrze?
Proszę mnie zostawić w spokoju – odpowiada ta, która czeka na zabieg. Wstaje z krzesła i ucieka z przychodni.
Po sześciu miesiącach rodzi dziewczynkę.
Ta dziewczynka po dwudziestu czterech latach rodzi następną dziewczynkę.
Jest rok 2000. Najmłodsza z trzech dziewczynek jest już duża. Chociaż ma prawie dwadzieścia lat, wygląda jak dziecko i nikt by nie przypuszczał, że jest mamą kilkumiesięcznej dziewczynki.
Jest znów upalne lato, a ona siedzi w przychodni, w kolejce do gabinetu ginekologicznego. Za zabieg płaci się teraz dwa tysiące złotych. Obok niej siedzi elegancka i zadbana kobieta, ale nie rozmawiają.
Dziewczynka umówiona jest z lekarzem, który dokona aborcji. Z dwóch tysięcy obniżył do ośmiu stów, bo chyba żal mu się zrobiło dziewczynki. Przyszła do niego w piątym tygodniu ciąży z trzymiesięcznym dzieckiem w nosidełku mówiąc, że lekarz w szpitalu powiedział, że regularne karmienie piersią jest najlepszym środkiem antykoncepcyjnym. Że hormony z pigułek przenikają do mleka i szkodzą dziecku, a na spiralę jest za wcześnie. A ona mu uwierzyła, bo to przecież lekarz, więc powinien wiedzieć najlepiej.
I teraz dziewczynka jest w ciąży, w której za godzinę już nie będzie. Kiedy jest już po wszystkim dziewczynka odczuwa ulgę, ale wstydzi się tej ulgi, nie wie jak ma tym powiedzieć i komu. Nie wie, jak ma nazwać to, co zrobiła. Milczy o tym długo, aż w końcu nie wytrzymuje i pisze książkę.
O usuwaniu, wyskrobywaniu, wyłyżeczkowaniu, o metodzie próżniowej, o wywołaniu poronienia, o wydzielinach i krwi. Pisze książkę, która momentami kuleje, jest niedopracowana, chaotyczna, naiwna, a niektóre zdania przypominają wynurzenia pretensjonalnej licealistki.
Kończy pisać i znów odczuwa ulgę. Idzie z tą książką do wydawnictwa, ale szefowa wydawnictwa- pani Beata S. mówi jej, że tak nie może być, że jak się pisze książkę o aborcji, to trzeba się zdecydować, czy jest się za, czy przeciw i powiedzieć to w książce jasno i dobitnie. Tak, żeby czytelnik nie miał wątpliwości. I w ogóle nad książką popracować.
Ale dziewczynce już się nie chce, zostawia tą książkę tak jak jest, a po kilku latach pisze następną.
Tym razem powieść odnosi sukces. Jest o bezrobociu, o warszafce i o nieudanych związkach. Dziewczynka trafia do gazet i do telewizji, nie wie za bardzo, co tam mówić, a pytają o różne rzeczy - o feminizm, papieża i generacje cośtam. Ona się ładnie uśmiecha, jest nieśmiała i mówi: tak, tak albo nie, nie. Żadnych dłuższych zdań. W końcu wydawca – Piotr M. z korporacji -proponuje: a może byśmy tą powieść o aborcji wydali?
Ale dziewczynka waha się. Bo to przecież sprzed sześciu lat i że może lepiej coś nowego napisać, a nie wyciągać stare, że to się nie nadaje, a jej się nie chce już nad tym pracować..
W końcu mu odpowiada:- Ale przecież to nie jest fajne literacko…
To nic - mówi głos wydawcy w słuchawce - jest szczere i jest o ważnej sprawie… Ale boje się - odpowiada do słuchawki dziewczynka - że wszyscy mnie będą pytali, czy to o mnie i czy usunęłam ciążę?
Nie bój się, przecież masz dziecko, jesteś najlepszym dowodem na to, że nie usunęłaś…- mówi wydawca- Piotr M.
Dziewczynka odpowiada: nie wiem i rozłącza się.
Wyobraża sobie spotkania poświęcone książce, na których publiczność pyta, ile w tym prawdy i czy pani tą książkę napisała na podstawie własnych doświadczeń. Dziennikarze pytają, czy jest za, czy przeciw, ożywa dyskusja, w której jedni przez wszystkie przypadki odmieniają życie nienarodzone, inni co drugie słowo mówią wolność wyboru.
Dziewczynka wie, że w tym temacie nikt nie mówi: ,,ja” ,ani ,,usunęłam”.
Że zamiast mówić o sobie, podaje się tylko liczby i statystyki.
A te, które usunęły, milczą. Może nie chcą by ktoś rzucił im w twarz - morderczyni. Dziewczynka też się boi.
Dlatego waha się, a w dyskusji nadal nikt używa słowa ,,ja”.
Ale dziewczynka nie lubi mówić o sobie w trzeciej osobie.
Oczyma wyobraźni widzi książkę na półce w księgarni, siebie biorąca udział w spotkaniu, poświęconym tej powieści, siedzi przy stoliku przed szklanką wody, patrzy na swoje buty albo gdzieś w sufit kręcąc na palcu włosy i mówi: tak, to o mnie, usunęłam i się tego nie wstydzę…
I liczy na po cichu na to, że w jej ślady pójdą kolejne dziewczynki. Że wzorem gejowsko-lesbijskich kaming ałtów zaczną się kaming ałty aborcyjne. Że kobietki z okładek będą nie tylko prezentować się z plastrem na odsłoniętej części ciała, ale głośno i szczerze powiedzą: usunęłam i nie wstydzę się tego…
Dziewczynka wyobraża sobie w tej roli gwiazdy z różnych półek. Widzi Kazię Szczukę, Kingę Dunin i Marię Janion, Dodę Elektrodę, Kasię Nosowską i Korę, Katarzynę Kozyrę i Katarzynę Figurę, Joannę Rajkowską, Ewę Drzygę i Dorotę Masłowską, Annę Muchę, Mandarynę, Marylę Rodowicz, Maję Ostaszewską, Krystynę Jandę, Katarzyna Grocholę, Kasię Szustow i tak dalej…
I każda z nich mówi : ja też usunęłam i nie wstydzę się tego…
Dziewczynka waha się, ale postanawia wreszcie, że zgodzi się na wydanie książki.
Ta dziewczynka to ja.
I jest to mój osobisty aborcyjny kaming ałt.
Zapraszam kolejne dziewczynki…


Wstęp do powieści "Ślad po mamie", która ukaże się 15 listopada 2006
 
1 , 2